GrayEyes
GrayEyes.blog.interia.pl
Notki
2012-05-13
........Więc sprawy się mają tak....... Po pierwsze ja wysiadam z tego interesu. Po drugie ktoś się nie bał i mi zasunął stronę startową. Po trzecie jeżeli dostanę jakąś instrukcję, którą już sobie sama wyczytałam to znajdę i zabiję :///.
No już mnie trafia najjaśnieszy......Nie napiszę co mnie trafia. Jak zwykle - przez szacunek dla Czytelników.
No to jest jakoś nie po mojej myśli i nie na mój rozum. Specjalnie mądra w kwestii komputerów nie jestem. Jeżeli jednak pisze mi coś przejrzyście, to nawet taki tuman jak ja potrafi zrozumieć. A tymczasem tylko "ustaw stronę startową" i "ustaw stronę startową". Ustawiłam. Przeciągnij coś tam - przeciągam!
I dupa! Wchodzę myszą na lewy, górny X, otwieram stronę na nowo i wieeeeeelkie gówno - przepraszam.
Tym bardziej nie rozumiem, bo jak włączam drugi komputer wszystko jest ok. Ten mi zaświrował. Zresztą świruje co chwilę, więc czemu ja się dziwię.....
I tradycyjnie - ponieważ ciężko mi się skupić na jednym (niektórzy nazywają to podzielnością uwagi) - piszę i gapię się w telewizor. I Własnie przed chwilą swój popis dał jakiś Jakub, który bardzo skromnie oświadczył, że jest nazywany polskim Justinem Biberem.
Gratulacje za zadufanie w sobie, bo o samokrytyce ciężko byłoby napisać.
Pooglądam się w lustrze. Może się okazać, że jestem Claudia Schiffer, tylko w wersji "big".

2012-05-12
Przeczytałam dziś wpis blogowej Koleżanki i - przepraszam Prymulko - ale muszę podjąć temat. Temat pier*dolonych hien cmentarnych. Akurat tak drastycznie jak Prymulka nie zostałam doświadczona. Znam jednak panią, która po kilka razy sprzedawała pod cmentarzem te same (nie takie same, tylko te same - podkreślam) wiązanki. Poszłam na sposób stary co prawda, jednak sprawdzony. Potraktowałam więc wiązanki lakierem do paznokci. Dyskretnie potraktowałam, w związku z czym pani była niezmiernie zdziwiona, kiedy ściągnęłam jej na łep mundurowych. Padło sakramentalne pytanie, czy wnoszę oficjalną skargę. Jasne! Z tej skargi wyszłoby tyle, że.... że nic by nie wyszło. Narażając się sama na tzw. odpowiedzialność karną z art. 190 kk (nawet mnie teraz to rozbawiło :)))) ) postanowiłam się z panią dogadać.
I chyba się dogadałam, bo teraz gdybym postawiła kryształowe znicze to jakoś nic nie ginie, nic nie jest zniszczone.
Może to nie był najlepszy temat na sobotnie, późne popołudnie. Jednak pewne rzeczy wkurzają mnie umiarkowanie, inne wkurzają mnie do bólu i nie mam zamiaru na nie się godzić.
I to tyle na dzisiaj.

2012-05-11
Ja nie muszę się ruszać z domu żeby narobić siary. Jacek wie o czym piszę :))).
Czasami mam ochotę sama siebie trzepnąć we włosy. Powstrzymuję się jednak, bo mi świeżej fryzury szkoda.
Chociaż czasami by się przydało. Nieodmiennie kłopoty. Jak nie zdrowie, to szanowna rodzina. Jak nie rodzina, to praca. I cytując syna Adasia Miauczyńskiego:" Tak kurwa do usranej śmierci"
Oleję całą tą robotę, oleję lokatorów, oleję wszystko.
Chciałam wieczorem zejść do skrzynki, żeby wyciągnąć pocztę. Dupa! Nie ma światła na klatce. Ustaliłam wersje - dwie. Stan na godzinę ósmą wygląda tak: jeden z lokatorów wykręca korki, bo mieszkańcy nie gaszą światła. To nielogiczne, ponieważ światło samo gaśnie po kilku minutach. Węszę dalej. Wywęszyłam brak liczników. No to wszystkiego najlepszego! Jesteśmy w domu. Zrozumiałam dlaczego mi się administratorka bokami przemykała.
O!!!!! Ja bardzo nie lubię takich niedomówień. A jeszcze bardziej nie lubię jak się ze mnie wariata robi. Moja cierpliwość ma swoje granice. Jestem grzeczna, miła tylko do czasu. Jak już się wkurzę, to kończy się tak jak dziś. Czyli gigantyczną awanturą się kończy. Załatwiłam przemiły weekend towarzystwu. Sprowadziłam wszystkich na ziemię i oznajmiłam, że definitywnie mają ostatnią szansę. Albo pieprzone rybki, albo akwarium.
Cały czas jakieś jazdy, jakieś niedomówienia, niedociągnięcia i bieganie na skróty, bo mojego męża nie ma, a mnie to można.....i ja też mogę.......
No to ładuję akumulatory przez sobotę i niedzielę, a w poniedziałek takiego oberka odtańczą że klękajcie narody.

2012-05-10
Jakby chora jestem w dalszym ciągu. Wyjścia jednak nie było, kiedy mi przywieziono kawałek człowieka, posadzono wspomniany kawałek (człowieka) na kolanach i powiedziano: "rób co chcesz, my mamy..... no sprawy mamy". Jasne! Rób co chcesz. Kawałek człowieka, który okazał się potem być Anastazją nie miał do mnie zaufania. Z wzajemnością zresztą :/. Ale ostatecznie stuknęłyśmy się toblerone i moja mała koleżanka postanowiła dać mi buziaka (uświniona do granic możliwości, w związku z tym ja też zostałam potraktowana czekoladą). Chyba jej się u mnie spodobało, bo na widok matki rozdarła się wniebogłosy i - tak przypuszczam - postanowiła zostać. Jej mama była jednak nieugięta i uzurpowała sobie prawa do dziecka. Wyrwała Anastazję siłą z objęć cioci (:/ z moich objęć), nakrzyczała że dosyć tych humorów i że do domu wracają.........
Chcę dziecka! Tak na stałe i żeby było tylko moje. I żeby nikt mi go nie zabierał w chwili, gdy się najlepiej bawimy pudełkiem po herbatnikach.
Ja wiem, że fajnie jest dopóki taki brzdąc nie da popalić. No ale niech daje popalić! Nie mam nic przeciwko. Bo jeden uśmiech tego gnojka zrekompensuje każdy wysiłek.
Mój mąż nie chce. Piszę jednak w nadziei, że ktoś mi zmajstruje taką gwiazdeczkę :))))).
Żartowałam :))))
Gwiazdeczkę bym chciała ale jednak z tym jedynym (?).
:))))))

2012-05-09
Siedziałam kilka dni u mojego kolegi. Ja miałam przymusowe wolne, bo znów rwa kulszowa. Tak mnie zmogło, że właściwie nie ruszałam się samodzielnie z łóżka. Koledze poniekąd było to na rękę bo jego syn, a mój chrześniak był uprzejmy się rozchorować. Ponieważ z reguły się tak "układa", że jak on kichnie, to niania zwija się pod byle pretekstem (najczęściej dostaje stu różnych chorób), więc siedzieliśmy sobie z najbardziej rozkosznym i najbardziej nieznośnym dzieckiem - we dwoje.Oglądaliśmy bajki oczywiście :/. Czytaliśmy bajki oczywiście :/. Graliśmy we wszystko, co nie jest przeznaczone dla ludzi mocno dorosłych (oczywiście).
I (oczywiście) mnie zaraził! Wróciłam więc z temperaturą, zasmarkana i ogólnie nieciekawie wyglądałam i nieciekawie się czułam.
Boże! Dlaczego nie da się zarazić rwą kulszową???!!!! Wtedy obaj panowie by mnie popamiętali!
Wyleczę ja się na dobre, czy nie?
Chyba po śmierci mi ulży.
Bo że za życia będzie lepiej - już przestałam wierzyć. Co chwilę zastrzyki w szanowną dupę. Na wszystkie niemoce wymyślili lekarstwa doustne. Na moje - wyłącznie domięśniowe. A ja potem na boczku muszę leżeć, bo na wspomnianej już części ciała się nie da.
Jakby nie było jestem już u siebie. I chociaż moje obecne mieszkanie ma w okolicach pięćdziesięciu kilku metrów, to jednak jest tylko moje.. I mogę się w nim rozbijać bezkarnie, w bezkarnie dobranym stroju (czyli w którymś z moich szlafroków) i robić to, na co mam ochotę.. I walić wszystko w łep.
Ułożyłam się do góry brzuchem i myślę.....
To ostatnie akurat nie wychodzi mi najlepiej, o czym zapewne już wspomniałam, bo się nie wstydzę. Nie zakrawam na samozwańczą, urodzoną inteligencję mimo, że rodzice z dobrych rodzin pochodzili. Ja tylko się wynaturzyłam :). Mimo wszystko staram się jak cholera :))).

2012-05-03
A do dupy z takimi układami!!!! Dziubka najpierw nakrzyczała, teraz krzyczy Primula. Co Wy kobiety z kamienia jesteście????? :)))) No! Też po Was trochę pojechałam, żeby nie było ..... :)))). A poza tym dobry humor mam, więc wszystko idzie w zapomnienie. Tylko proszę mi tego więcej nie robić! Ja tu wsparcia oczekuję, a nie reprymendy.
Teraz pozwolę sobie wyjaśnić skąd dobry humor. CIOTKA WYJECHAŁA!!!!!! I wszyscy się cieszymy!!!!!!
Moja koleżanka, która wiedziała jakim uczuciem pałam do szanownej cioci, zadzwoniła dziś o siódmej rano. Chciałam ją zabić, póki nie wyjaśniła mi z jakiego powodu zorganizowała pobudkę. Otóż pochodzi z mojego miasta i właśnie zawozi tam swojego syna, bo musi wyjechać jutro służbowo. Zanim doszłam do siebie, zanim wszystko mi się poukładało, już na nią nakrzyczałam że żadnych dzieci nie przyjmuję. Wtedy jeszcze raz, powoli i dużymi literami (bo do mnie czasami tak trzeba) powtórzyła, że odwozi małego do swoich rodziców i.......będzie najlepsze: "mogę w związku z tym zabrać twoją ciocię". Najmocniejsza kawa by mnie tak szybko nie postawiła na nogi. Przefrunęłam niemal do pokoju w którym ciocia spała, obudziłam, pomogłam się spakować, przekazałam koleżance i odtańczyłam swoją radość na środku kuchni. Wyrzutów sumienia też właściwie nie mam, bo ciocia również stwierdziła że jej się już za domem tęskni. Zaniepokoiło mnie tylko, że tak jej tu dobrze było i postara się przyjechać na początku czerwca. Mowy nie ma! W ostateczności ja gdzieś nawieję.
Kręcę się teraz po mieszkaniu i próbuję doprowadzić wszystko do porządku. I nie wychodzi. Tak sobie nawet pomyślałam, że wrzucam na luz i jutro będę się martwić o ten bałagan.
Trzeba złapać oddech. Przecież jak nie ruda wódka, to validol. Wiedziałam że będzie ciężko, no ale żeby aż tak........Zastanawiam się ile można mówić. A uwierzcie mi że można. Ile można obrabiać dupy wszystkim z rodziny? Można bez końca. I wreszcie ile można narzekać na ciśnienie, poziom cukru, żylaki, wypadanie włosów, pękające naczynka, chory kręgosłup i.t.p.
Już ja sama się poczułam gorzej. Teraz jakby mi się polepszyło. Paradoksalnie dzięki cioci właśnie. A konkretnie dzięki braku cioci w moim domu.

2012-05-02
Jak już odzyskuję równowagę, to pojawia się ON. Znów ON. I znów motyle w brzuchu. I znów niemożliwość logicznego myślenia. Wariatkowo! Jak nie szalona ciotka, to szalony on. Oczywiście dałam się wpędzić w maliny. Nigdy nie dorosnę, czy raczej nie wyrosnę z takich nietypowych zachowań. Myślałam swego czasu, że tak mają tylko małolatki - niedojrzałe, niedorosłe, infantylne i zwyczajnie głupie. Widać też mi się tak porobiło. Na co ja liczę, to sama nie wiem. Jednak liczę.....na to że go zobaczę, na to że mnie przytuli, na to że będzie mną zafascynowany i będzie prawił wątpliwe komplementy. A jak posłucham tego fałszywego mamrotania, to nie będę się mogła doczekać chwili kiedy sobie pójdzie. Tylko po to żeby za kilka minut zatęsknić i patrzeć się jak ogłupiała w telefon: "przyśle w końcu tego eska, czy nie????".
Nie poukładało mi się prawidłowo pod włosami. Sama siebie usprawiedliwiam, że życie jest tylko jedno i należy je wyciskać jak cytrynę. Tylko potem pluję sobie w brodę i mam ochotę walnąć głową o mur. Może by mi się wszystko przestawiło na własciwe miejsce.
Tymczasem siedzę rozanielona, w innej czasoprzestrzeni. I potrzebuję żeby ktoś mnie porządnie kopnął w miejsce, gdzie kończą się plecy. Jako że akurat nikogo nie ma pod ręką, to się spotkam z NIM. Narobię głupot i potem będę znów beczała wniebogłosy. I pisała na blogu jaka to ja jestem skrzywdzona. A cierp ciało kiedyś chciało.
I tak się nie nauczę rozumu. Za stara na naukę jestem. Do mojego zblazowanego mózgu już nic nie trafia. Teraz głupia Grays tęskni.......

2012-04-30
Ciotka mi się normalna jakby zrobiła. I zaczęła ze mną rozmawiać ludzkim głosem. I powiedziała za dużo, niestety. Nie chciała źle, wyszło tak niechcący. Ten bez szans na wyzdrowienie, tamten sparaliżowany po wylewie, jeszcze następny był uprzejmy umrzeć. No i tyle mi wyszło z rozmowy z ciotką. Najgorsze że wszystkie nieszczęścia uprzejmie dopadły moich równolatków.
Chyba się zaczynam bać. Myślałam że monopol na umieranie i wszelkie poważne choroby mają ludzie w słusznym wieku. Nigdy moi rówieśnicy, nigdy moi znajomi. A tu taka niespodzianka.......
Zaczęłam się zastanawiać, że w końcu mnie też co chwilę się coś czepia....... No i też wiek jest jak najbardziej............no jest.......
Doła złapałam chyba. Nie o strach o potencjalną starość mi chodzi (potencjalną! no prawie się popłakałam ze śmiechu), nie o to że trochę się nas wykruszyło (bo się wykruszyło wcześniej), tylko o to że nie byłam przygotowana na takie newsy. Niektórzy byli i już. I tak miało pozostać.
Wcześniej, mimo że lat było mniej, miałam większy dystans. Wiele osób z mojej klasy dopełniło żywota: wypadki, choroby. Tym razem jednak jakoś wyjątkowo zabolało.
I mam się godzić na to, co się dzieje? Nie jestem pewna. Niektóre rzeczy mi się nie podobają i już. Nie spisuję starszych ludzi na straty; nie próbuję ferować wyroków; nie chcę oceniać, wyceniać, osądzać. Ja tylko myślę, że pewne rzeczy mieć miejsca nie powinny.

2012-04-29
Nawet ten cholerny upał ma swój zapach. Pachnie mi moim miastem. Wiem że to głupie, niewytłumaczalne i nie do zrozumienia. Jednak tak mi pachnie to ciężkie powietrze i już. Brakuje mi tylko żab. W całym swoim życiu spotkałam tylko dwie żaby - tak oko w oko. Jednak całą masę tej populacji słyszałam. Wychodziłam na jeden z balkonów w domu rodziców, a one się darły niemiłosiernie. Tutaj poza samochodami nie słyszę nic więcej.
Przepraszam: słyszę jeszcze ciocię, która ma książkowe ciśnienie ale właśnie mi umiera. O ile wcześniej się przejmowałam, o tyle teraz jestem przekonana że udaje; tudzież ma nerwicę wegetatywną i w związku z tym sama się nabuzowała. Tylko pytam: dlaczego znów padło na mnie?
Pierdzielę taki interes. Mogę przeżyć obecność cioci, ale niekoniecznie jej schizy. I chyba mam dosyć. I chyba prosto z mostu wywalę jej jutro, że ma jechać do siebie. W końcu mnie też to trochę zdrowia kosztuje. Wszystko: jej złe samopoczucie, jej akcje p.t. zimno- ciepło, jej niedokładne spuszczanie wody w sedesie, jej niepłukanie kabiny po prysznicu, i.t.d. Nawet telewizję "Trwam" przebolałam. Co prawda oglądała w drugim pokoju, jednak co chwilę przybiegała z zapytaniem dlaczego ja nie uczestniczę we mszy. W końcu wyłożyłam, że ja się z Panem Bogiem dogaduję świetnie bez fałszywych pośredników. Nic nie zrozumiała i niewiele mnie to interesuje, bo my się naprawdę nieźle dogadujemy......z Prezesem :)))


2012-04-28
Nie wytrzymam tego dłużej. No nie ma mocnych! Jeszcze tydzień ma ciotka zostać. W piątek będą w Łodzi jej znajomi, to ją przy okazji zabiorą, bo i po co ma się tłuc autobusem. Ja bym wytłumaczyła po co, ale że to szanowna ciocia to się trochę krępuję.
Zachorowałam na nadmiar cioci. Ciocia natomiast od zawsze (to znaczy od kiedy pamiętam) choruje na gadulstwo. Ja też jestem stara gaduła, ale żeby nie męczyć znajomych założyłam blog: kto chce czyta, kto nie chce nie czyta i jest fajnie. Może by tak bloga założyć cioci....... Tylko co to zmieni. I tak już tu jest i jeszcze trochę zostanie. Mam szczerą nadzieję, że niezbyt długo. Mnie w końcu nie wolno nadużywać alkoholu. Jednak żeby przeżyć lecę - podobnie jak Koleżanka blogowa - na dopingu. Już mnie trzącha na sam widok barku. Uruchomiła się też masa dobroczyńców. Jeden kolega na siłę chciał ciocię odwozić na dworzec. Drugi wpadł z udawanym zdziwieniem, że nie jestem sama, bo w końcu mieliśmy jechać na działkę. Puszczał mi przy tym tak dyskretnie oko, że nawet ciocia to zauważyła. Oczywiście zinterpretowała to po swojemu, doszła do wniosku że mamy romans i powiedziała żebym pojechała z nim. Tylko na drugi dzień mam wrócić, bo się będzie źle czuła sama w obcym mieszkaniu.....
Oszaleję! Słowo daję, że oszaleję! Każe mi czytać ulotki leków w internecie, nie pozwala palić, nie pozwala spać w dzień (bo w nocy nie będę mogła), przestawia mi rzeczy w mojej autorskiej gablotce (wie, jak będzie ładniej) i nie rozumie, że ma drugi telewizor w pokoju w związku z czym musimy wspólnie oglądać to, co jej się podoba.
Idę się rozglądnąć za jakimś miejscem, gdzie mogłabym się powiesić i żebym przy tym nie wygladała głupio i nieestetycznie.


<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
GrayEyes
Łódź
Słówko o mnie
Zwariowana albo nad wyraz poważna.Można na mnie liczyć dopóki się mnie nie zrani. Potem nie ufam..
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
9593
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
2088
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
11
Zobacz serwisy INTERIA.PL